O autorze

Autor bloga Zapiski ze Starej Leśniczówki

Nazywam się FELIKSIK, Piotr FELIKSIK.


Moje imię nie zaczyna się i nigdy nie zaczynało się od samogłoski „A”.
Nie będę się w tym miejscu szczegółowo rozwodził nad tym.

Lat osiemnaście, a nawet tysiąc czterysta, jednakże liczebniki to głupi wymysł, zwłaszcza te greckie.

Wyglądam mniej więcej tak jak mnie ten gałgan namalował na obrazie.

Wykształcenie – 3 klasy szkoły powszechnej. Umiem czytać, pisać, rachować, byłem nienajgorszy z ćwiczeń cielesnych i niezły z religii. Tylko trzy klasy, ponieważ wywieźli mnie na roboty do Rosztoku. Widziałem tam wieloryba, czas nie był stracony. Później za złe sprawowanie wysłali mnie do Miedzianki, a na koniec w nagrodę do batalionu górniczego w Bytomiu-Bobrku. Cud, że jeszcze żyję, tylko nie wiem dlaczego świecę w ciemnościach. To chyba przez to przedwojenne szkło uranowe.

Zasadniczo mieszkam gdzieś między pagórami i borami Zagłębia Krakowskiego. Zasadniczo.
Czasami ubrany we włosienicę biegam po lesie i kontempluję przyrodę jak św. Franciszek z Asyżu.

Kraków, pl. Matejki, pomnik Grunwaldzki 1938

Grupowe zdjęcie na placu Matejki pod Pomnikiem Grunwaldzkim w Krakowie, 1938 r.
Fot. Archiwum autora

Moją pierwszą miłością była filatelistyka. Moją dojrzałą miłością jest numizmatyka. Bez względu na wszystko zawsze interesowała mnie historia, z dużym naciskiem na historię mojej małej ojczyzny.

Nie lubię Zygmunta III Wazy. Nie lubię także Spółdzielni Spożywców w Żyrardowie i nie zapowiada się ażebym polubił. Brzydzę się małymi, zawistnymi i nikczemnymi ludźmi, których bezinteresowne zło nie mieści się na aksjologicznej osi dobra i zła.

Zawsze ceniłem Koniecpolskich, Konopelskich, Kwaków i Soleckich.
Podobno cenię Grzegorza Królikiewicza, Piotra Kuncewicza i Henryka Wańka. Podobno.

Na poniższej fotografii widać mnie lepiej niż na grupowym zdjęciu. Jest trochę nowsza niż obraz.

I to by było na tyle ekshibicjonizmu.

Kraków, pl. Matejki, pomnik Grunwaldzki, międzywojnie

Pod Pomnikiem Grunwaldzkim w Krakowie. Gołąbki są przedwojenne, a kapelusze na szczęście nie są czerwone. Fot. Archiwum autora

Reklamy

Create a website or blog at WordPress.com

Up ↑

%d blogerów lubi to: